czwartek, 10 maja 2012

Społeczeństwo bez Boga.


Żyjemy w środowisku, które już nie jest katolickie. Ci, którzy mieli szczęście urodzić się w rodzinie chrześcijańskiej, winni po­dziękować Panu Bogu; poznali tam, powiedziałbym, małą oazę tego, czego Kościół pragnie i domaga się od chrześcijańskich ro­dziców. Lecz wszędzie gdzie indziej: w szkołach i na uniwersyte­cie, młodzi obcują z ludźmi, którzy nie wierzą, którzy nie mają nawet żadnego pojęcia o religii katolickiej! Dzisiaj społeczeństwo jest tak pełne współczesnych błędów, iż wydają się one rzeczą normalną; nie odchodzi się już od pewnych przyjętych zapatrywań.
Na przykład potępione przez papieży zobojętnienie religijne. Obecnie nawet w środowiskach katolickich rozprzestrzeniony jest. pogląd, że wszystkie religie są równe, że wszystkie przed­stawiają taką samą wartość, że człowiek ma zatem prawo wy­brać swoją religię, wyznawać religię jaką chce. Mimo wszystko ludziom nie będzie się narzucać religii. Jest to poważny błąd, gdyż ludzie nie mają wolności w tej dziedzinie.
Dlaczego? Ponieważ to Pan Bóg osobiście ustanowił jedyną religię. Czy ludzie więc mogą powiedzieć: Boże, nie pragnę Two­jej religii; chcę innej, chcę religii Mahometa, religii Buddy, reli­gii Lutra? Jak można się z tym zgodzić? Nasz Pan Jezus Chry­stus, który jest Bogiem, ustanawia Kościół katolicki. Daje mu Ofiarę Mszy świętej, sakramenty, hierarchię, kapłaństwo. A my mielibyśmy powiedzieć: nie potrzebuję tego, poszukam mojej religii gdzie indziej?
Indyferentyzm trafił dzisiaj do konstytucji państw. Od czasu soboru państwa pozostające jeszcze katolickimi (w których za­tem religia katolicka była jedyną oficjalnie uznaną religią) na prośbę Stolicy Apostolskiej położyły kres tej sytuacji. Oto dokąd prowadzi duch religijnego liberalizmu. Taka jest atmosfera, w której żyjemy; jest to otoczenie, w którym panuje błąd.
Liberalny katolik zdradza swoją religię
Liberałowie nie myślą kategoriami scholastycznymi. Św. To­masz naucza, iż oczywiście istnieją zasady i że są ustalone dla zastosowania w praktyce. Każda zatem praktyka ogranicza się i sprowadza, jak mawiał ks. Berto, do słusznych zasad tomistycz­nych. Oczywiście cnota roztropności uczy, jak należy postępować, aby zastosować je w praktyce, gdyż zasady winny kierować na­szym działaniem. Lecz nie można uznać, że zasady to odrębna sprawa, gdyż od tej chwili przestajemy zwracać na nie uwagę.
W ten sposób postępuje liberał. W swojej rodzinie jest katoli­kiem, w jego domu rodzina odmawia pacierz rano i wieczorem, w niedzielę idzie na Mszę, szanuje swojego proboszcza. Lecz po wyjściu z domu, podczas pracy, w polityce, w życiu publicznym, we wszystkich kwestiach społecznych odnajdujemy go w towa­rzystwie socjalistów, a być może wkrótce i komunistów. Będzie przychylny ideologii wrogów Kościoła, a więc nie jest już katoli­kiem, zagłosuje na byle jaką partię, będzie przychylny rozwodom, ale o własnej rodzinie powie, że są żarliwymi katolikami. Nato­miast poza rodziną już nie jest katolikiem. Gdy jest poza domem, praktycznie przechodzi do obozu nieprzyjaciela, jest w ciągłej sprzeczności. Liberalny katolik mówi wtedy o sobie: ,Ależ to zupeł­nie inna sprawa. To należy do domeny polityki i nie dotyczy katolika, to inny punkt widzenia. Przyjmuję ogólny punkt widzenia, trzeba umieć porozumieć się z innymi, trzeba potrafić z nimi współpracować".
Człowiek ten mówi to być może również z powodu ambicji, ponieważ chce być posłem lub merem swojego miasteczka. Jeśli tak jest, to koniec, gdyż liberał ma zupełnie niekatolickie poglądy, inny sposób postrzegania spraw. Błąd ten jest wstrętny, gdyż jest zdradą religii. W książce Liberalisme et catholicisme księdza Roussela mieści się również wielostronicowa, niesłychanie interesująca bibliografia, ale niestety dzieła te można znaleźć jedynie u han­dlarzy książek albo przy okazji sprzedaży jakiegoś księgozbioru.
Sobór Watykański II: tryumf liberalizmu
Kościół ulega kryzysowi z powodu liberalizmu, gdyż jest nim przesiąknięty od czasu soboru, gdy liberalizm rozwijał się bardzo szeroko. Gdy byłem członkiem Centralnej Komisji Przygo­towawczej do soboru, miał miejsce otwarty rozłam wśród kar­dynałów. W skład komisji wchodziło siedemdziesięciu kardyna­łów, mniej więcej dwudziestu arcybiskupów i biskupów oraz czterech przełożonych dużych zgromadzeń zakonnych. Central­nej komisji przewodniczył i nadzorował ją papież Jan XXIII, zgro­madzono tam wszystkie dokumenty. Szybko doszło więc do po­działu wśród kardynałów, gdyż jedni byli liberałami, a inni konserwatystami, tradycjonalistami. Nigdy nie widziano czegoś podobnego, jak rozłam wewnątrz Kościoła! Niezgoda ta istnieje od momentu powstania liberalizmu katolickiego, dzięki rewo­lucji francuskiej. Niektórzy pragną porozumieć się z rewolucją, aby się jej nie sprzeciwiać.
Kolejni papieże potępiali rewolucję oraz jej szkodliwe zasa­dy, ale we wszystkich krajach tacy katolicy jak Lamennais czy nawet Montalembert mówili, że nie zawsze należy zwalczać błę­dy, gdyż trzeba się jakoś ułożyć z tym porządkiem. Chcieli prze­prowadzić kompromis między zasadami rewolucji i katolicy­zmem, w gruncie rzeczy chcieli powiązać Kościół z rewolucją. Stad wynika podział w Kościele na tych, którzy byli przeciwni tym zasadom i tych, którzy chcieli przystosowania się do nich. Istnieje opracowanie pod tytułem Le post-catholique liberal (li­berał, który był katolikiem) autorstwa K. Prelota, który daje chronologiczny opis liberalizmu. Z tej książki pochodzi wymow­ny cytat:
„W końcu, po półtorawiekowych walkach i potępieniach [mówi wy­raźnie o potępieniach ze strony Rzymu], liberalizm zatryumfował na Soborze Watykańskim II. Po bezustannych zmaganiach nadeszła wreszcie chwila tryumfu liberalizmu i był to Sobór Watykański II". Jest to jasne i wyraźne świadectwo, które dają ludzie świeccy, np. Henri Fesquet w „Le Monde". Wszyscy znani liberałowie powie­dzieli, że ich tezy zwyciężyły na soborze Watykańskim II!
Dlaczego liberalizm mógł zatryumfować na soborze? Ponie­waż to był sobór duszpasterski, a Duch Święty nie pozwoliłby na sukcesy liberalizmu, gdyby sobór był dogmatyczny. Lecz so­bór duszpasterski nie musiał definiować żadnych prawd. Papie­że Jan XXIII i Paweł VI sami powiedzieli, że to nie jest sobór dogmatyczny, ale duszpasterski. Był to jedyny przypadek w historii Kościoła, kiedy sobór był duszpasterski, gdyż Kościół za­wsze zbierał się, aby zdefiniować lub pogłębić pewne prawdy przeciwstawiane błędom rozsiewanym na świecie. Można było (i było to konieczne) na przykład potępić komunizm, który był poważnym błędem, jaki w czasach Vaticanum II opanował świat. Należało dogłębnie zbadać komunizm, a podczas soboru Kościół powinien był go potępić (i ewentualnie również socjalizm). Trze­ba było dokładnie przebadać błędy, postawić tezy, dokonać szcze­gółowego opisu i następnie wydać wyrok. Sobór byłby wtedy w najwyższym stopniu użyteczny. Skoro jednak chodziło jedy­nie o sobór duszpasterski, nie mający jasno określonego celu, to miał tylko przesłać całemu światu pewien rodzaj orędzia. Wte­dy liberalne wpływy wygrały na całej linii i liberałowie zawładnęli soborem. Po kolei zmuszono do milczenia konserwatywnych kardynałów. Sytuacja sprzyjała liberałom, a papież Paweł VI po­pierał ich przeciwko tym, którzy pragnęli utrzymać Tradycję i za­chować wiarę.
Musimy dokładnie poznać liberalizm oraz zrozumieć jego wpływy w przeszłości, gdyż teraz stwierdzamy jego straszliwe skutki. Bez ustalenia dokładnych celów soboru przyjęto zasadę pogodzenia błędu z prawdą, a to spowodowało ogólne zamie­szanie. Nieład sprawił, iż dzisiaj ludzie nie wiedzą, w co należy wierzyć, a co potępić, gdzie jest cnota, a gdzie występek, gdzie jest prawda, a gdzie błąd. Nowe katechizmy już nie podają defi­nicji prawdy. Jaka jest na przykład etyka małżeńska? Nastał wielki bałagan!
Istnieją liczne książki, których lektura jest bardzo pomocna w poznaniu liberalizmu, na przykład książka posła Emila Kellera, która nosi ciekawy tytuł: Le Syllabus, Pie IX et les principes de 89 (Syllabus, Pius IX i zasady 1789 roku). Innym źródłem wiado­mości na ten temat jest traktat o Kościele kardynała Billota. W drugim tomie jego dzieła De Ecclesia, „Des rapports de 1'Eglise ei de la societe civile" (relacje między Kościołem i świeckim społe­czeństwem) autor poświęcił około czterdziestu stron na omó­wienie błędów liberalizmu. Czytamy tam na przykład:
„Liberalizm jako błąd w dziedzinie wiary i religii jest różnorodną doktryną, mniej lub bardziej dążącą do wyzwolenia człowieka od Boga, od Jego Prawa, od Jego Objawienia. Wobec tego liberalizm niszczy wszelka zależność świeckiego społeczeństwa od społeczeństwa religijnego, to zna­czy od Kościoła, będącego strażnikiem prawa objawionego przez Boga, który je wykłada i naucza".
Kardynał Billot bardzo dobrze wyjaśnia liberalizm, który okre­śla mianem nielogiczności. Dlaczego? Ponieważ z jednej strony katolicki liberał potwierdza swoją katolicką wiarę, a z drugiej w działaniu zachowuje się niezgodnie z wiarą i jest w stanie cią­głej sprzeczności. Jest to bardzo charakterystyczne.
Liberalny papież Paweł VI
Paweł VI był na pewno liberałem; często mówiono o nim, że ma podwójne oblicze. Osoby bliskie papieżowi były zaskoczone, że jego oblicze raz było katolickie, a raz bardzo modernistyczne, niesłychanie przychylne dialogowi ze wszystkimi religiami, przy­jazne fałszywemu ekumenizmowi. Zawsze przejawiała się jego dwulicowa postawa zdolna do niszczenia Kościoła, ciągła dialektyka, wewnętrzna walka pomiędzy katolicyzmem i fałszywy­mi zasadami wolnomularstwa i rewolucji. W ten sposób zasady racjonalizmu, naturalizmu przeciwko temu, co nadprzyrodzo­ne, a w końcu przeciwko naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi poddawały Kościół nieustannym ciosom. Kościół sam się unice­stwiał, a innym dowodem tego postępowania jest, jak mówił sam Paweł VI, „samozniszczenie Kościoła", do którego jednak oso­biście się bardzo przyczynił. Nie można żyć w ciągłej sprzeczno­ści, to niemożliwe, a więc z tego powodu pod koniec życia Paweł VI był bardzo udręczony, znalazł się w strasznej sytuacji, ponie­waż z jednej strony dostrzegał zniszczenie w Kościele (zgodnie z zasadami, którym osobiście sprzyjał i które sam wprowadził) i cierpiał z tego powodu, lecz z drugiej strony, chciał zawsze iść w tym samym kierunku, ku zasadom niszczącym Kościół, ku wolności wyznań, rozdziałowi Kościoła od państwa, w stronę porozumienia z komunistami, przyjaźni z masonami, ze wszyst­kimi nieprzyjaciółmi Kościoła. Mogło to prowadzić tylko do znisz­czenia Kościoła. Z jednej strony usilnie popierał błąd, a z drugiej bał się odpowiedzialności za swe decyzje. Paweł VI był człowie­kiem wewnętrznie zranionym, a mówiono nawet, że czasami krzyczał w nocy ze strachu.

Te słowa śp. Abp Marcela Lefebvre pochodzą z  Jego książki „Przeciw herezjom”. Zostały one  powiedziane 30 lat temu a od tego czasu sytuacja pogorszyła się, bo na początku każdego roku posoborowa Wielka Nierządnica skutecznie niszczy wiarę poprzez wspólne modlitwy z heretykami, Dni Judaizmu czy Dzień islamu w Kościele katolickim, tak, że żyjemy w bagnie nie do wyobrażenia.
Codziennie modlę się o Tryumf Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny nad wszystkimi herezjami, jakimi przesiąknięty jest posoborowy „Kościół’ jak to Matka Boża zapowiedziała w Fatimie. Tryumf Matki Bożej jest pewny.     
Póki co:
"Cała ziemia w podziwie spogląda na bestię" (Apok. 13, 3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz