czwartek, 10 maja 2012

Inny duch


Powiedz mi co czytasz a powiem Ci kim jesteś. Dzisiaj do tego powiedzenia należałoby dodać: czego słuchasz i co oglądasz, ale nie ma już katolickiego radia ani telewizji, więc pozostanę przy czytaniu i słuchaniu kazań lub homilii.
Jeżeli ktoś czyta herezje SW II zostaje heretykiem, jeśli ktoś słucha homilii posoborowych księży traci wiarę, jeśli w ogóle ją ma.
Dlatego polecam katolickie kazania, które budują wiarę, bez której nie można podobać się Bogu. Hebr
Przedstawiam fragment z kazania Obrońcy Wiary Świętej. śp. Abp Marcela Lefebvre z dnia 3 X 1987r.
„Umiłowani bracia, co może być główną myślą kazania, które kieruję do was ku mojej wielkiej radości podczas tej Mszy świętej? Chciałbym, abyście mogli zobaczyć, jak cały mój czas sprawowania władzy biskupiej w okresie tych czterdziestu lat był oświetlony światłem. I jakie to było światło? Daje się to ująć zarówno w dewizie, którą z okazji mianowania mnie biskupem Dakaru umieściłem pod moim herbem biskupim, jak też w dewizie świętego Piusa X: Et nos credidimus caritati„Myśmy uwierzyli miłości” (1 J 4, 16) i Instaurare omnia in Christo — „Wszystko odnowić w Chrystusie”. Credidimus caritati: czymże innym może być miłość jak nie ucieleśnieniem Słowa Bożego, posłaniem, które Bóg pragnie wypełnić wśród nas, posłaniem dobroci, miłości, miłosierdzia przez zbawienie, przez Krzyż, przez Jego świętą Ofiarę? To jest miłość, w którą wierzymy, wierzymy w Jezusa Chrystusa, który się narodził, który umarł na krzyżu, który zmartwychwstał dla zbawienia naszych dusz. I chcemy zbudować Królestwo Naszego Pana Jezusa Chrystusa; jest to dewiza świętego Piusa X, naszego świętego patrona, świętego patrona naszego Bractwa. Umiłowani bracia, to jest światło, które oświetlało czterdzieści lat mojej posługi biskupiej.
Podczas tych czterdziestu lat okoliczności były zgoła bardzo różne, kiedy pomyślę o 15 latach, które spędziłem w Dakarze, gdzie byłem biskupem, a potem także delegatem apostolskim na francuskojęzyczną Afrykę, następnie zaś o latach, które nastąpiły potem. Piętnaście lat w Dakarze były to, mogę powiedzieć, lata cudowne, cudowne, bo pełne łaski. Podczas tych lat, kiedy znów nastał spokój”[1], kiedy znów był pokój, na misjach zapanował szczególnie korzystny klimat dla Królestwa Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Rządy nie stwarzały na ogół trudności, a nawet raczej popierały w większości nasze szkoły, nasze dzieła, a tym samym nasze apostolstwo. I tak doszło do tego, że te diecezje, których liczba w ciągu jedenastu lat, jakie spędziłem w Afryce jako legat apostolski, wzrosła z 34 do 62, nadzwyczaj się rozwinęły wskutek żarliwości religijnej misjonarzy, wskutek żarliwości religijnej biskupów, wskutek coraz większej liczby seminariów i dzieł religijnych. Było bardzo dużo powołań, seminaria się zapełniły, z Rzymu, z Kanady przybywały siostry zakonne, aby pomagać w głoszeniu Ewangelii, były też miejscowe, afrykańskie siostry zakonne. Było ze wszech miar pocieszające, kiedy podczas moich wizytacji stwierdzałem ów ogromny, wspaniały rozwój, w pokoju, w jedności, w wierze, w wierze katolickiej. Nie było problemów, nie było sporów, nie było podziałów. Ale po owych piętnastu latach w Dakarze, u schyłku tych lat, zostałem powołany przez papieża Jana XXIII do współpracy w centralnej komisji przygotowującej Sobór. Tak więc niejeden raz jeździłem do Rzymu, aby uczestniczyć w owym imponującym zgromadzeniu 70 kardynałów, 20 arcybiskupów i biskupów i 4 generałów zakonów. Często papież sam przewodniczył tym spotkaniom, których celem było przygotowanie Soboru. I muszę powiedzieć, że wówczas ten ideał, to światło, które oświetlało moje posługiwanie biskupie, zostało mocno przyćmione. Podczas tych spotkań, podczas dyskusji, kiedy to czasami dało się odczuć sprzeczności występujące między kardynałami, muszę stwierdzić, że w Kościele powiał nowy wiatr, wiatr, który prawdziwie nie wydawał mi się powiewem Ducha Świętego. Kiedy na żądanie Stolicy Apostolskiej złożyłem moje funkcje jako arcybiskup Dakaru, aby 1962 objąć godność biskupa Tulle, w 1962, właśnie podczas przygotowywania Soboru, który został otwarty w październiku 1962, przeżyłem to, że również w tej diecezji w Tulle panowała inna atmosfera niż w Dakarze i że wyraźnie uwidoczniły się poważne trudności wewnątrz Kościoła Świętego. W tej diecezji, w przeciwieństwie do tego, co widziałem w Afryce, dało się zauważyć pewne zniechęcenie, spadek powołań, zamykanie seminariów. Mój poprzednik, biskup Chassagne, opowiadał mi, że od kilku lat zamyka się rokrocznie domy zakonne, zamyka się szkoły katolickie, siostry opuszczają szpitale. Wielki ból, wielkie zakłopotanie ogarniało tych dobrych kapłanów, ponieważ kapłani byli bardzo pobożni, bardzo gorliwi, ale wobec tego zanikania robotników w winnicy odczuwali coś w rodzaju fatum, które wisiało nad tą diecezją, a także nad innymi. I powiał nowy wiatr: Trzeba wyjść do świata, trzeba wyjść z naszych zakrystii, trzeba zmienić naszą liturgię, jeśli chcemy iść z duchem czasu, jeśli chcemy, aby nas słuchano. Trzeba przyswoić sobie idee tego świata, świata pracy. I tak doszło do pojawienia się księży-robotników. Podczas konferencji biskupów w Bordeaux, w której brałem udział, ponieważ arcybiskup Bordeaux przewodniczył obszarowi południowo-wschodniemu, po raz pierwszy postawiono wówczas pytanie, które wydało mi się wprost nie do wiary, niesłychane: „Czy nasi kapłani muszą jeszcze nosić sutanny?” Mimo iż wszyscy nasi kapłani nosili sutanny! Nie biło mowy o tym, żeby je zdjęli. Nigdzie. To biskupi zadali to pytanie, a arcybiskup odpowiedział: „Och, myślę, rzeczywiście, że byłoby znacznie lepiej, gdybyśmy zdjęli sutanny?Poczułem powiew nowego ducha, nowego ducha odwrotu od Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Albowiem sutanna jest symbolem. Oczywiście że można być dobrym kapłanem również bez sutanny. Ale ona jest symbolem, symbolem ducha Naszego Pana Jezusa Chrystusa, ducha ubóstwa, ducha wyrzeczenia, ducha czystości. A cóż innego głoszą kapłani jak nie te cnoty? Cnotę ubóstwa, posłuszeństwa, czystości, pokory, wyrzeczenia, czego wzorem i symbolem jest sutanna. Zrezygnowanie z sutanny oznacza w oczach wiernych, w oczach ludzi w pewnym sensie zrezygnowanie z ideału Naszego Pana Jezusa Chrystusa, którego nasi wierni potrzebują, aby wytrwać w cnocie. To wszystko były złe znaki.
A zatem Sobór odbywał się następnie w nowym duchu, w duchu, który jest nastawiony na świat, w duchu wolności, w duchu demagogii, objawiającym się jako duch kolegialności i burzącym pojęcie autorytetu. Nie można było dłużej podtrzymywać autorytetu, nie będąc zmuszonym do pytania wszystkich podwładnych o zdanie. A ci podwładni byli uprawnieni, jak mówi dekret o ludziach zakonu, do uczestnictwa w podtrzymywaniu autorytetu. Jak można podtrzymywać autorytet, skoro musi on prosić wszystkich członków, aby uczestniczyli w podtrzymywaniu autorytetu? Właśnie to było jedną z charakterystycznych cech Soboru. Biskupi zwrócili się przeciwko autorytetowi papieża, przeciwko autorytetowi biskupa, przeciwko wszelkim autorytetom, nawet przeciwko autorytetowi ojca rodziny, a przez to także przeciwko autorytetowi generała kongregacji.”
Tak więc duch naszego Pana Jezusa Chrystusa został zastąpiony przez innego ducha, ducha z piekła rodem. Ponieważ duch jest niewidoczny, posoborowy „Kościół” uważa go za Ducha św. bo nie potrafi odróżnić Boga od diabła.
"I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości." 2Kor  11: 14
Dlatego aktualne są słowa Pisma:
"Cała ziemia w podziwie spoglądała na bestię" (Apok. 13, 3)
Umiłowany uczeń Pana Jezusa upomina nas: "Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca." 1J 2:15  


[1] Po drugiej wojnie światowej, która wywarła także silne skutki w Senegalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz