niedziela, 28 października 2012

Święto Chrystusa Króla



Dzisiaj, w ostatnią niedzielę października Kościół Katolicki obchodzi Święto Chrystusa Króla. Ustanowił je katolicki papież Pius XI w 1925 roku encykliką Quas primas:
W pierwszej encyklice, wydanej na początku Naszego Pontyfikatu, do wszystkich biskupów, kiedy zastanawialiśmy się nad najważniejszymi przyczynami tych nieszczęść jakie przygniatają ludzi i z nimi się zmagają, wówczas otwarcie wskazaliśmy, iż tego rodzaju nawałnica zła nie tylko dlatego nawiedziła świat, ponieważ bardzo wielu ludzi usunęło Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo z własnych obyczajów i życia prywatnego, rodzinnego i publicznego; lecz także i w przyszłości nie zajaśnieje pewna nadzieja stałego pokoju między narodami, dopóki tak jednostki, jak państwa stronić będą i zaprzeczać panowaniu Zbawcy Naszego. Przeto wezwaliśmy, by pokoju Chrystusowego szukano w królestwie Chrystusowym i zapowiedzieliśmy, iż to zamierzamy uczynić, o ile to Nam będzie dane: a mianowicie, iż w królestwie Chrystusa nie można, naszym zdaniem, przyczynić się skuteczniej do przywrócenia i utrwalenia pokoju, jak przywracając panowanie Pana Naszego. I zaiste jaśniejszą nadzieję lepszych czasów obudził w nas czy to dopiero powstały, czy też silniej rozbudzony, ów prąd wśród ludów ku Chrystusowi i Kościołowi Jego, w którym jedyne zbawienie: stąd też można było dostrzec, iż wielu z tych, co wzgardziwszy panowaniem Odkupiciela, stali się jak gdyby wygnańcami z Jego królestwa, przygotowują się spiesznie i dojrzewają, by wrócić do obowiązków posłuszeństwa.
Katolicki obrońca Wiary, śp. Abp Marcel Lefebvre w książce „Oni Jego zdetronizowali” napisał:
Wolność religijna bezwzględnie oznacza ateizm państwowy. Państwo, gdy twierdzi, że uznaje lub sprzyja wszelkim bogom, w gruncie rzeczy nie uznaje żadnego, a w szczególności nie prawdziwego Boga! To właśnie powtarzamy, gdy ktoś przedstawia nam wolność religijną Soboru Watykańskiego II jako zwycięstwo, postęp, rozwój doktryny kościelnej! Czy wobec tego ateizm jest postępem? Czy „teologia śmierci Boga” jest wpisana w linię Tradycji? Legalna śmierć Boga! To nie do pojęcia!
Niestety po raz pierwszy w historii Kościoła błędy szły z samej góry, z Watykanu!
Możecie to dostrzec bez trudu, że w chwili obecnej to jest właśnie powód naszego konania: w imię wolności religijnej Soboru Watykańskiego II, państwa wciąż jeszcze katolickie zostały zniszczone, uległy zlaicyzowaniu, wymazano z konstytucji tych państw preambułę, która ogłaszała poddanie państwa Bogu, jego Autorowi, lub w których państwo czyniło wyznanie prawdziwej religii.
Tak, prawdziwie, Sobór Watykański II jest ratyfikacją liberalnego katolicyzmu. A gdy się wspomni, że osiemdziesiąt pięć lat wcześniej papież Pius IX powiedział i powtórzył tym, którzy odwiedzili go w Rzymie: „Bądźcie ostrożni! Nie ma gorszych wrogów Kościoła, niż liberalni katolicy!”, można ogarnąć rozmiar katastrofy, jaką tacy liberalni Papieże i taki Sobór zgotowali dla Kościoła i dla panowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa!
Nie waham się twierdzić, że Sobór urzeczywistnił nawrócenie Kościoła do świata. Pozostawiam wam do zastanowienia, kto był napędzającym duchem tej duchowości: wystarczy abyście pamiętali o tym, kogo Nasz Pan Jezus Chrystus nazywa Księciem tego Świata.
Oto w czym żyjemy: od czasów deklaracji o wolności religijnej większość katolików jest przekonana, że „ludzie mogą znaleźć drogę do wiecznego zbawienia i otrzymać zbawienie poprzez wyznawanie jakiejkolwiek religii”. Tutaj znowu realizuje się plan masonerii; udało im się, dzięki soborowi Kościoła katolickiego, „zdobyć wiarygodność dla wielkiego błędu naszych czasów, jakim jest... stawianie wszystkich religii na tym samym poziomie równości”.
Wszyscy ci soborowi Ojcowie, którzy zagłosowali na Dignitatis humanae i ogłosili religijną wolność wraz z Pawłem VI, czy zdawali oni sobie sprawę, że w rzeczywistości zdetronizowali naszego Pana Jezusa Chrystusa, poprzez zerwanie Mu korony Jego społecznego królowania? Czy pojęli, że pozbawili, w sposób bardzo konkretny, naszego Pana Jezusa Chrystusa, tronu Jego Boskości? Czy zrozumieli, że będąc pogłosem owych odszczepionych narodów, przyczynili się do tych strasznych bluźnierstw rzucanych w stronę Jego tronu: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”, „Poza Cezarem nie mamy króla”?
Ale On, lekceważąc bezładne szemranie, które powstało wśród zgromadzonych niemądrych ludzi, zabrał im swojego Ducha.
Pismo Święte mówi:
Dlatego moderniści zdetronizowali Pana Jezusa Króla przesuwając święto na margines Roku Kościelnego, podobnie jak w wielu kościołach usunięto Tabernakulum z centralnego miejsca na Ołtarzu na poślednie, nierzadko poza prezbiterium.
Błogosławionej Annie Katarzynie Emmerich objawiono, co wydarzyło się po zabiciu Pana Jezusa:
„Z pojedynczych szczegółów przypominam sobie następujące: wskutek trzęsienia ziemi zachwiały się w posadach dwa wielkie filary u wejścia do Miejsca świętego. Podnóże dźwigające je, zapadło się, a one runęły na obie strony, lewy na południe, prawy na północ; zarazem rozdarła się z głośnym szumem rozpięta między nimi zasłona od góry do dołu, i rozdarta, opadła po obu stronach na ziemię. Zasłona to była wspaniała i można było rozróżnić następujące kolory: czerwony, błękitny, biały i żółty. Na zasłonie odtworzone były grupy gwiazd i różne figury, jak np. miedziany wąż. Miejsce święte, zwykle zasłonięte, ukazało się teraz po opadnięciu zasłony oczom wszystkich. Obok Miejsca świętego, w murze północnym, był modlitewnik Symeona. Trzęsienie ziemi zawaliło powałę tego modlitewnika, a z bocznej ściany od świątyni wypadł ogromny kamień. W kilku salach pozapadały się podłogi, gdzieniegdzie pokrzywiły się schody, runęły kolumny. Z otworu w ścianie modlitewnika Symeona, powstałego przez wypadnięcie kamienia, wyszedł arcykapłan Zachariasz, zamordowany niegdyś między świątynią a ołtarzem, i stanąwszy w Miejscu świętym, przemówił groźnie do kapłanów, wspomniał o śmierci innego Zachariasza i Jana, a także o mordowaniu Proroków. Na wielkiej mównicy zaś pojawiali się jako duchy dwaj młodo zmarli synowie pobożnego arcykapłana, Szymona Justusa, pradziada starego Symeona, który prorokował Jezusowi przyszłość podczas ofiarowania w świątyni; ci także wyrzucali groźnie Faryzeuszom mordowanie Proroków, głosili upadek dotychczasowej ofiary i upominali wszystkich, by przyjęli naukę Ukrzyżowanego. Następnie pojawił się na ołtarzu Jeremiasz, wołając groźnie, że już skończyła się stara ofiara, a zaczyna nowa się. Tam, gdzie tylko Kajfasz, lub sami kapłani byli świadkami tych zjawisk, starano się zataić je, zaprzeczać ich prawdziwości i surowo zakazano mówić o tym, by nie szerzyć popłochu. Wtem dał się słyszeć głośny szum, drzwi świątnicy otworzyły się same i usłyszano głos: „Uchodźmy stąd!" Ujrzałam, że to aniołowie opuszczają na zawsze świątynię. Zadrżał ołtarz kadzielny, naczynie z kadzidłem przewróciło się, zawaliła się szafa z księgami Pisma i wszystkie księgi pomieszały się bezładnie; zamieszanie coraz wzrastało, nikt już nie zdawał sobie sprawy, co za pora jest. Nikodem, Józef z Arymatei i wielu innych wyznawców Jezusa, odeszli ze świątyni na zawsze.”
Od tego momentu Żydzi, którzy się nie nawrócili modlą się do ściany, podobnie jak ich młodsi „bracia w wierze” a de facto w herezji, którzy chodzą do posoborowych kościołów i uczestniczą w posoborowych nabożeństwach.
Z objawienia Anny Katarzyny Emmerich, nauczanie Pana Jezusa:
„W naukach Swych mówił Jezus tymi dniami znowu w porównaniach o zdziczałej roli, z którą ostrożnie trzeba się obchodzić, by z chwastem nie wyrwać pszenicy, lecz obojgu należy pozwolić rozrastać się aż do czasu żniwa, przy czym tak trafnie Faryzeuszom powiedział prawdę, że mimo oburzenia czuli wewnętrzne zadowolenie. Przy jednej z następnych nauk, pod wpływem rozgoryczenia zamknęli dostęp do sali naukowej, by nie puścić większej liczby słuchaczów. Tego dnia nauczał Jezus aż do późnej nocy, bez żywszych ruchów, spokojnie i pojedynczo, zwracając się raz w tę, raz w drugą stronę. Między innymi wspominał, że przyszedł gwoli trzech rodzajów ludzi, przyszedł wskazał ku trzem bokom świątyni, na trzy strony świata, — w tym — mówił — jest wszystko zawarte. Jeszcze w drodze do świątyni rzekł był do idących z Nim Apostołów, aby Go, gdy się z nimi rozstanie, szukali w południu. Piotr, wiedziony właściwą sobie ciekawością, zapytał, co to znaczy „w południu?" Jezus rzekł na to: „W południu jest słońce nad nami, i niema cienia; rano i wieczór jest cień obok światła, o północy zaś jest ciemna noc. Szukajcie Mnie w południu, a znajdziecie Mnie i w sobie, jeśli tylko nie ma cienia."
Niestety jest tu nie tylko cień, ale ciemna noc ciemności błędów jakie pozostawił SW II, o których uprzedzali papieże zatroskani losem Kościoła.
Pan Jezus nie może znieść bałwochwalstwa w posoborowym „Kościele”, niemożliwa jest obecność Jezusa i diabła, który opanował posoborowy „Kościół”.
Poza Kościołem Katolickim reprezentowanym (w Polsce) przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X nie ma zbawienia.
I tak wyglądają ostanie strony Apokalipsy.
"I rozgniewał się Smok na Niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa." Ap  12: 17 

wtorek, 9 października 2012

Kazanie św. Jana Vianneya "O świecie".


 


Przedstawiam kazanie św. Jana Vianneya "O świecie". 


„Nikt nie może dwom panom służyć" (Mt 6,24).


"Pan Jezus mówi, że nie możemy dwom panom służyć, tj. Bogu i światu. W żaden sposób nie potraficie zadowolić obydwu naraz, a to dlatego, że zupełnie odmienne i przeciwne są ich myśli, pragnienia i uczynki. Jeden zabrania tego, na co drugi pozwala. Jeden każe pracować dla życia doczesnego, drugi dla życia wiecznego, czyli nieba. Jeden przyrzeka rozkosze, zaszczyty i bogactwa, drugi przynosi łzy, pokutę i zaparcie siebie samego. Jeden zaprasza was, przynajmniej pozornie, na drogę wysłaną kwiatami, a drugi wskazuje wam drogę ciernistą. Każdy z nich domaga się naszego serca, a od nas zależy, za którym z nich pójdziemy. Świat obiecuje spełnić wszystkie nasze życzenia, obiecuje szczęście, a ukrywa nędzę, która nas czeka przez całe wieki, jeżeli pozwolimy się usidlić. Jezus Chrystus nie czyni podobnych obietnic, ale, powiada, że wśród cierpień pocieszy nas i dopomoże: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę. Weźcie jarzmo moje na się, a uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek duszom waszym" (Mt 11, 28-29). Za którym z tych dwóch panów pójdziemy? To, co ofiaruje świat, trwa tylko do czasu: dobra, rozkosze i honory skończą się wraz z życiem, a potem rozpoczną się męczarnie wieczne. Jezus Chrystus, sam niosąc krzyż, wzywa nas, byśmy szli za Nim. Gdy usłuchamy Jego głosu, rychło się przekonamy, że służba Jego nie jest tak ciężką i przykrą, jak się nam początkowo zdawało. Przemówię dziś do was na temat, że niepodobna światu i Bogu się podobać, że trzeba albo oddać się Bogu bez wyjątku, albo światu.

Wiedział Jezus Chrystus, że wielu porzuci świat, umiłuje krzyż, łzy i pokutę, aby sobie zebrać skarby na żywot wieczny. Wiedział również, że wielu ludzi opuści Boga, idąc za światem i jego fałszywymi obietnicami.

A przecież mimo to dał człowiekowi jedno tylko serce, tak iż można je ofiarować tylko jednemu z tych panów. Wyraźnie powiada, że nie można należeć do Boga i do świata, bo kiedy jednemu będziemy się podobać, obrazimy drugiego. Wiedział dobry Bóg, jak trudno zbawić się goniąc za światem i jego rozkoszami. Dlatego przeklął świat słowy: „Biada światu" (Mt 18, 7). Przypatrzmy się bliżej tej prawdzie.