sobota, 2 czerwca 2012

Sytuacja bez wyjścia.


Poniżej przedstawiam kolejny dowód na różnice pomiędzy Kościołem Katolickim a posoborowym. Jest to maleńki fragment książki a właściwie Notatnika Rzymskiego Tadeusza Brezy pt. „Spiżowa brama”. Autora trudno posądzić o fanatyczny katolicyzm, ale jako bardzo dobry pisarz doskonale przedstawił klimat jaki panował w Rzymie, podczas ostatnich miesięcy, ostatniego katolickiego papieża Piusa XII, Jego starania o przeciwstawieniu się zagrożeniom jakie zagrażały Kościołowi.
Rzym, 24 czerwca 1958 r.
 "Osservatore Romano prowadzi rubryczkę, w której dzieli filmy wyświetlane w Rzymie na różne kategorie. Rubryczka nazywa się: Osądy Komisji Cenzury Katolickiego Centrum Filmowego. Kategorie są następujące: W. (wszyscy), Wzz. (wszyscy z zastrzeżeniem), D. (dorośli), Dzz. (dorośli z zastrzeżeniem), O. (odradza się) i Wk. (wykluczone). Zastrzeżenia dotyczą w pierwszym wypadku (Wzz) — dzieci; w drugim (Dzz) — chodzi o to, żeby widzowie odnosili się do filmu z ostrożnością, ponieważ zawierać może w dialogach, scenach czy tezie pewne elementy niebezpieczne. Interesujące jest, że nawet kategoria najlepsza, pierwsza, dlatego jest najlepsza, „że nie zawiera elementów negatywnych". Rubryczka pojawia się dwa razy na miesiąc, a czasami trzy. Nie istnieje natomiast taka sama rubryczka poświęcona książkom. Z rzadka Św. Oficjum potępi jakąś książkę. Na pewno czuwa ono nad całością książkowej produkcji całego świata, ale nie walczy z nią z tak skrupulatną zapamiętałością, jak walczyła jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu. Wydaje mi się, że dla Kościoła dzisiaj książka nie jest tą formą, którą obecnie zło posługuje się najchętniej i w sposób najniebezpieczniejszy. Taką formą, takimi narzędziami naszej doby jest natomiast film i radio oraz od niedawnego czasu telewizja.
Istnieje teraz cała maszyneria w kurii, żeby sobie z tym radzić. Zalążki tej maszynerii powstały w roku 1948. Watykan myślał wówczas o stworzeniu gigantycznej wytwórni. Była to myśl śmiała, ale chyba trochę szalona. Potworne komplikacje ideologiczno-cenzuralne musiałyby dławić produkcję takiego papieskiego Hollywoodu, nie mówiąc już o innego rodzaju łatwych do przewidzenia figlach, które by monsignorom - producentom płatał przy tej okazji szatan. Kiedy w roku 1952 ostatecznie porzucono ten pomysł, powstała „Apostolska Komisja Kinematograficzna", której w roku 54 dodano jeszcze kompetencyjnie radio i telewizję. Ma ona swoją radę naczelną, swoich doradców i ekspertów, różnych uczonych mnichów i monsignorów rozsianych po całym świecie. Warto dodać, że Pius XII wielokrotnie w sprawach filmu zabierał głos. Jest on w pełni świadom, że istotnie to film jest inżynierem dusz dwudziestego wieku. Podobno raz wyraził się, że sale kinowe w tym samym stopniu i w taki sam sposób kształtują dzisiaj ludzi, co w dawnych wiekach kościoły. Jest to oczywiście paradoks, niemniej tkwi w nim ziarnko prawdy, i to gorzkiej. Jakież tedy wyjście z sytuacji? Najlepszym byłoby samemu i to na prawie wyłączności produkować filmy, dla seansów rezerwując sobie kościoły. Ale jest to nieziszczalne marzenie! Skoro tak jest, skoro problemu nie można chwycić od strony produkcji, spróbował go Watykan pochwycić od strony konsumenta. Około roku 1950 poczęły tedy powstawać po całym świecie takie różne katolickie filmowe centra jak to, które do dzisiaj publikuje swoje osądy w Osservatore Romano. Miały one na celu, naciskając na opinię katolicką, wywoływać te i inne efekty w filmowej produkcji. Twórcy tej koncepcji sądzili, że tamując katolikom drogę do pewnych filmów i skłaniając do innych — zawładną producentami. Ale ta przebiegła koncepcja nie wypaliła na sto procent. Przede wszystkim dlatego, że innowiercy i poganie całego świata nie słuchali wcale katolickich centrów. A poza tym dlatego, że katolicy nie słuchali ich bezapelacyjnie. To znaczy słuchali w małych miasteczkach, ale w wielkich — minimalnie."
Jak widzimy zło zwyciężyło bezapelacyjnie i z Kościoła Katolickiego nie zostało prawie nic, poza małą grupką wiernych Bractwa św. Piusa X, jak mówi Pismo:
Ap 12: 17 "I zawrzał smok gniewem na niewiastę, i odszedł, aby podjąć walkę z resztą jej potomstwa, które strzeże przykazań Bożych i trwa przy świadectwie o Jezusie."
Należy również pamiętać, że telewizja z przed pół wieku a ta dzisiejsza, to różnica jak między niebem a ziemią. Dawniej cenzura nie pozwalała na zbyt śmiałe sceny dla dorosłych a bajki dla dzieci zawsze kończyły się zwycięstwem dobra nad złem.
Jak jest dzisiaj, każdy widzi kto nie jest ślepy, bo diabeł zaćmił prawie wszystkich ludzi tak, że aktualne są słowa Pisma:
 "Cała ziemia w podziwie spoglądała na bestię" (Apok. 13, 3)
Dzisiaj przede wszystkim telewizja wychowuje ludzi, ale czy ktokolwiek może się zbawić przez telewizję? Oczywiście, że nie, więc dlatego miliony dusz pędzą szeroką drogą prowadzącą do zguby i wpadają do piekła jak deszcz, przy całkowitej obojętności i bezradności „Kościoła” posoborowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz