środa, 10 stycznia 2018

Kto czyta, niech rozumie

Rdz 4.1 Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć.
NOM „Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy wino, które jest owocem winnego krzewu i pracy rąk ludzkich; Tobie je przynosimy, aby stało się dla nas napojem duchowym”.
Ponieważ na Nowej Mszy ofiaruje się tą samą ofiarę, którą ofiarował Kain, dlatego posoborowa Msza nie może podobać się Bogu. Również to, co pochodzi od wrogów Kościoła, nie może podobać się Bogu. Prorok Daniel napisał: A około połowy tygodnia ustanie ofiara krwawa i ofiara z pokarmów. Na skrzydle zaś świątyni będzie ohyda ziejąca pustką i przetrwa aż do końca, do czasu ustalonego na spustoszenie”. Dlatego posoborowa Msza jest ohydą spustoszenia, o której mówił Pan Jezus powołując się na proroka Daniela: Gdy więc ujrzycie „ohydę spustoszenia”, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte – kto czyta, niech rozumie .
Owocem posoborowej Mszy jest utrata Wiary, w myśl zasady „Lex orandii, lex credenti” – jak się modlisz, tak wierzysz. Posoborowy ryt Mszy jest protestancki, dlatego w wyniku uczestniczenia w Nowej Mszy jest to, że wrogów Kościoła protestantów, uważa się za „Braci w wierze”, podczas gdy de facto, są to „bracia w herezji”. Ponieważ bez wiary nie można podobać się Bogu Hbr 11.6, dlatego należy unikać Nowej Mszy jak ognia.
Nieprzypadkowo Pan Jezus polecił przez św. Faustynę odmawiać „Koronkę do Miłosierdzia Bożego”, bo jest przebłaganiem za grzechy, podobnie jak katolicka Msza św. Wszechczasów.
„Cała ziemia w podziwie spogląda na bestię” (Apok. 13, 3)

Dlatego tyle zła na ziemi.

wtorek, 9 stycznia 2018

Nowa Msza ohydą spustoszenia

Nowa msza jest ohydą spustoszenia, a czwarty papież
po SW II  jest paralelny z czwartym fałszywym arcykapłanem z czasów spustoszenia w księdze Machabejskiej.
Michał Dimond, O.S.B., Piotr Dimond, O.S.B. Anonimowy uczony biblista
Nota wstępna: Ten artykuł został opublikowany 5 lat temu w wydaniu 2 naszego magazynu, Głos wołającego na pustyni( Wydaliśmy go w Internecie i dodaliśmy liczne rzeczy)
Niedawne wydarzenia włączając oniemienie Jana Pawła II, tak, że nie mógł powiedzieć ani jednego słowa dotyczącego Watykanu, a następnie prawie natychmiastowa agonia w wielkich boleściach, udowadnia, że nasz artykuł o podobieństwie z IV fałszywym arcykapłanem z czasów „ohydy spustoszenia” Machabeuszy jest dokładny i poprawny. 
1 Mach. 9.55   W tym jednak czasie Alkimos został porażony, a jego przedsięwzięcie unicestwione. Jego usta się zamknęły dotknięte paraliżem. Nie mógł już nic powiedzieć ani nawet wydać ostatnich rozporządzeń co do swego domu. Wtedy też Alkimos w wielkich boleściach zakończył swe życie.
Jan Paweł II oniemiał tak, że nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa, a następnie zmarł w wielkich boleściach, jak Alkimos.
Aaron Brown, z CNN, 5 kwietnia, 2005: Lekarz papieża w wywiadzie dla włoskiej prasy: „ Papież umierał powoli, z bólem i cierpieniem, który wytrzymywał z wielką ludzką godnością. A następnie lekarz dodał, że przez ostatnie dwa dni, nie był w stanie cokolwiek powiedzieć.
Internetowe źródła Watykanu były również przekonane, że Jan Paweł II zmarł 1 kwietnia, nie 2 kwietnia, lecz, że „ śmierć Jana Pawła II nastąpiła 1 kwietnia, nie może być ogłoszona z powodu znacznego nakładu pracy, jaka ma być wykonana, by uczynić ciało, a szczególnie twarz możliwą do przedstawienia, „stosownie do końcowego cierpienia” i agonii Jana Pawła II (Remnant report.). To jest jeszcze bardziej rzucającym się w oczy potwierdzeniem frapującej paraleli między czterema fałszywymi wysokimi kapłanami a czterema papieżami soborowymi.
Niedawno [ w 1999r] uczony biblista odwiedził Klasztor Najświętszej Rodziny. Podzielił się on z nami z odkryciem, jakie dokonał przez ostatnie 30 lat. Ten artykuł jest zbiorem tego, co w naszym przekonaniu jest najbardziej interesującą informacją. Większość z tego, co zawiera ten artykuł, jest owocem jego 30 letnich studiów. Jednak szanując jego prośbę, pozostawiamy jego nazwisko anonimowe.
W Nowym Testamencie nasz Pan Jezus Chrystus, w odpowiedzi na bardzo jednoznaczne pytanie: «Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?»
( Mat. 24.3), daje bardzo jednoznaczną odpowiedź, zawierającą to, co odnosi się do eschatologicznej rozprawy. Trzymajmy na razie, że kilka z form [liturgicznych] sakramentów dane nam zostały od Jezusa Chrystusa w sposób ogólny, inne zaś „w sposób szczególny” W ten sam sposób byłoby możliwe, że znaki, które Jezus nam wyliczy [albo:, o których Jezus nam mówi], są wypowiedziane w sposób „ogólny”, a jeden lub kilka może być powiedziany „dokładnie” w swoim sposobie.
Jeden z tych znaków u Mateusza 24.15, z paralelnym ustępem u św. Marka „A gdy ujrzycie ohydę spustoszenia, zalegającą tam, gdzie być nie powinna - kto czyta, niech rozumie”, zasługuje na wnikliwe badanie.
Po pierwsze, kilka wniosków jest nieuniknionych:
  1. Pan Jezus potwierdza i zaświadcza, że Daniel jest autentycznym prorokiem
  2. Pan Jezus mówi każdemu, kto sądzi, że żyjemy w ostatnich czasach, by przeczytał Księgę Daniela, która [czyli księga] zawiera dla katolika to, co wykluczają protestanci, i do czego się odnoszą jakby do „dodatku do Daniela”
  3. „Ohyda spustoszenia’ (cokolwiek to znaczy) jest znakiem końca i jest widzialną rzeczą [albo: może być spostrzegane, albo: widziane], i będzie to czymś na „świętym miejscu”
  4. O ile weźmiemy stwierdzenie Naszego Pana jako zbędne ohyda spustoszenia, jest zdefiniowaną rzeczą, w przeciwnym razie znaczyłoby to, że Jezus każe szukać coś, czego nie można znaleźć. Dlatego to, co precyzyjnie szukamy, „ohyda spustoszenia” musi być możliwa do poznania, jeśli zaś nie, stwierdzenie (Jezusa) okazałoby się zbędne. Jednak taki przypadek nie jest możliwy. W ekonomii zbawienia nie jest możliwe, by Bóg kazał szukać czegoś, czego nie można znaleźć.
  5. Historie św. Mateusza i Łukasza przytoczą fakty i zdarzenia, które nie występują w pozostałych ewangeliach. W ten sposób błędem byłoby potraktować Chrystusowe słowo, „o której mówi prorok Daniel” jakby on chciał przez ten dodatek powiedzieć, że tylko tu w biblii niby mielibyśmy znaleźć „ohydę spustoszenia”.
  6. Jest znane, że wyrażenie „ohyda spustoszenia” pojawia się w 1 i 2 Księdze Machabejskiej, które są w katolickich wydaniach Biblii. Jest znane i zawsze było utrzymywane przez Ojców, że Daniel, który był wygnany, przed popadnięciem Jerozolimy w niewolę babilońską w 585r. p.n.e. przepowiedział „ohydę spustoszenia”, która nastąpiła podczas apostazji żydów i ich hierarchii, która się zaczęła, kiedy dostąpił do tronu Antioch IV (Epifanes) w 175r. p.n.e. a która jest zapisana w Księgach Machabejskich. Podczas, gdy polecenie Chrystusa, by czytać Daniela jest wyraźne ja stwierdziłbym, że w świetle poprzedniego Chrystus upomina nas, by czytać Machabeuszów z tego samego powodu, z którego mamy czytać Daniela.
  7. Jest nieuniknione w świetle poprzedniego stwierdzenia, że Chrystus mówi nam, że prorok Daniel przepowiedział przynajmniej dwa okresy obejmujące „ohydę spustoszenia”: raz w czasach Machabeuszów i raz w czasach ostatecznych (ostatnich). Mówię przynajmniej dwa, bo są tacy, którzy twierdzą, że były trzy, (lecz nie potrafią tego dowieść) w czasie pierwszego powstania żydowskiego 66 do 73 p.n.e. lecz ten czas nie jest zapisany w Piśmie Świętym, gdy ten inny, czyli okres Machabeuszów, jest wspominany.
  8. Następne stwierdzenie odnosi się do „ kto czyta, niech rozumie” ( Marek 13.12; Mat, 24.15). Co Pan Jezus miał na myśli mówiąc te słowa? Nasze stwierdzenie w tym myśleniu nie może być tak pewne jak tych, którzy nas poprzedzili. Znakomita większość opinii katolickich egzegetów ( którzy interpretują Pismo) napisałoby moim zdaniem co poniższe:
Chrystus każe czytającym szukać ukrytego spełnienia lub równoległych znaczeń pierwszego okresu „ ohydy spustoszenia” „Ohyda” czasów ostatnich nie będzie dokładną kopią wcześniejszego pod każdym względem, lecz będzie bardzo poważnie przypominać to pierwsze pod względem podobieństwa dla tych, którzy będą patrzeć oczyma WIARY.
  1. Pierwsza „ohyda spustoszenia” pojawia się zapisana w kontekście wśród innych miejsc w 1 i 2 księdze machabejskiej; lecz została również opisana przez Józefa, który opracował rozległy materiał dokładnie o czasach machabejskich. Może być błędem wziąć stwierdzenie Pana Jezusa, by czytać Daniela (jednoznacznie), a Machabeuszów (sugestia) jako ograniczenie do czytania materiału tylko jako odnośników czym „ohyda spustoszenia” jest, niż raczej jako całość zdarzeń, osób itd., opisać kontekst pierwszej „ohydy spustoszenia” w celu rozpoznania drugiej i czasu końca.
  2. Co do „ w miejscu świętym” oraz paralelnego u św. Marka „ w miejscu, gdzie być nie powinna’, zajmiemy się tym później. Lecz sadzę, że odpowiedź będzie oczywista.
Co do okresu Machabeuszy (sugestia) polecam katolickie wydanie biblii.
Polegając na tym materiale, potrafię, jak sądzę, wysnuć następujące wnioski:
„Ohyda spustoszenia” jest jakimś OBIEKTEM, a drugi ołtarz wzniesiony „na” ( na ołtarzu całopalenia zbudowano „ohydę spustoszenia” (1 Mach 1.54-62) przeciw ołtarzowi Boga w żydowskiej świątyni, jako integralną część bałwochwalczej postaci fałszywego kultu, wprowadzając zastępstwo prawdziwej ofiary składanej Bogu, w ogólnym czasie apostazji Żydów od prawdziwej religii objawionej im przez Boga.
Co do przymiotników „na”, „przeciw”, zostały użyte, by opisać umieszczenie drugiego bałwochwalczego ołtarza w odniesieniu do prawdziwego ołtarza, możemy dostrzec kilka rzeczy; kształt prawdziwego ołtarza nie musi być poziomy, tj. „płyta”, ponieważ wtedy drugi ołtarz mógłby być w położeniu „przeciw” oryginalnego. Słowa „NA”, „PRZECIW” są pisemnym sposobem opisania dwóch przedmiotów będących skierowanych w bliskości, pionowo jeden do drugiego. Po prostu położenie tego „kształtu” pierwszego ołtarza (prawdziwego ołtarza) musi być takie, żeby można powiedzieć, że fałszywy ołtarz jest położony zarówno w pozycji NA
( poziomo) jak i „PRZECIW” ( w bliskości do pionowej podstawy oryginalnego ołtarza).
Popatrz na obraz poniżej, dla ilustracji:



Niektóre modernistyczne teksty nie tłumaczą słów „na” i „przeciw” właściwie. W takim przypadku wierzymy, że biskup Challoner (który przetłumaczył Douay-Reims Bible, używaną prze większość angielskojęzycznych katolików) właściwie przetłumaczył supra św. Hieronima, jako „na” i jego contra jako „przeciw”. (Biblia Tysiąclecia też nie tłumaczy poprawnie przyp. TK)
Jedynym możliwym przykładem skrzyżowania kształtu prawdziwego pierwszego ołtarza, może być wielka litera „L”. Jeśli jeden pionowo stojący „Stół” na poziomej linii wielkiej litery „L” (prawdziwy ołtarz) stół może być prawidłowo nazwany „NA” oryginalnym ołtarzu, ponieważ oryginalny ołtarz ma pionowe położenie (pionowa linia „L”), który „STÓŁ” (drugi ołtarz) jest w bezpośredniej bliskości.

niedziela, 31 grudnia 2017

O. Pio na ostatni dzień roku.

Chcę Ci postawić pytanie: czy Twoje
wyrzeczenie dokonuje się z miłości do
Pana Jezusa? Jeżeli tak, to tylko od Niego
dusza powinna spodziewać się nagrody.
Pan Jezus niczego nie zatrzymuje dla
Siebie z tego, co się robi z miłości ku
Niemu i szczodrze za to wynagradza.
Nie myślmy, że nasze szczęście polega
tylko na cieszeniu się kwitnącym
zdrowiem. Będziemy w tym podobni do
tych nierozumnych światowców,
którym nie dano poznać tajemnic Nieba.

(LRC 14)

środa, 15 listopada 2017

O. Pio na dzisiejszy dzień

15 listopad

Zalecam Ci gorąco cnotę świętej prostoty;patrz na to, co jest bezpośrednio przed Tobą,a nie miej wzroku skierowanego na niebezpieczeństwa, które widzisz
z oddali. Wydaje Ci się, że te
niebezpieczeństwa są wojskiem,
a to są tylko rozczochrane wierzby;
kiedy masz wzrok w nich utkwiony,
możesz narazić się na jakieś
niebezpieczeństwo
w czasie drogi.
(LJM 29)


środa, 1 listopada 2017

O. Pio na 1 listopad

Oby Pan raczył położyć kres tak
wielkiemu opuszczeniu i tak wielkiej nędzy!
Oby raz na zawsze skończyło się
królestwo szatana, a wszędzie i zawsze
triumfowała sprawiedliwość - świętość.
(LCR 29)

wtorek, 30 maja 2017

Przedziwna sytuacja!

Aktualnie w TV TRWAM jest program o wydarzeniach Zielonogórskich - 30 Maja 1960 roku, gdy komunistyczne władze walczyły z Wiarą i Kościołem. Kilka dni temu w tejże TV był film o kapłanie, który w 1955 roku chciał odprawić katolicką Mszę św. i dzięki kawałkowi chleba i patenie zrobionej z garnuszka udało mu się odprawić katolicką Mszę św. w której rzeczywiście obecny jest Pan Jezus.
W czasie przed SW II władze państwowe prześladowały katolickich kapłanów i wiernych, natomiast dzisiaj władze państwowe nie mają nic przeciw katolikom wiernym Tradycji i katolickiej Mszy św. natomiast władzami prześladującymi katolików Tradycji i kapłanów odprawiających katolicką Mszę św. są władze posoborowego "Kościoła".
Przedziwna sytuacja! Udało się diabłu, który opanował wszystko:
"Cała ziemia w podziwie spogląda na bestię" (Apok. 13, 3)
Jeżeli ktoś liczy na zbawienie w posoborowym "Kościele" kłamców i fałszywych nauczycieli, niech się nie łudzi, bo zamiast do Nieba trafi do Domu Ojca jak elegancko nazywa się piekło, żeby ludzi nie straszyć.

piątek, 24 marca 2017

Rzym 1957 - początek Unii Europejskiej - koniec Kościoła wg Malachi Martina

Prolog historyczny
Zwiastuny końca
1957
Mężowie stanu szkoleni w surowych czasach i w warunkach bezwzględnej międzynarodowej rywalizacji finansowej i gospodarczej nie są podatni na uleganie złym czy dobrym znakom. A jednak czekające ich dzisiaj przedsięwzięcie było tak obiecujące, że sześciu ministrów spraw zagranicznych zgromadzonych w Rzymie owego 25 marca 1957 r. czuło namacalnie, iż wszystko dokoła - całe to miasto z jego niewzruszonym centralizmem pierwszego miasta Europy, rześki wiaterek,  czyste niebo, pogodny nastrój tego szczególnego dnia - tchnie błogosławieństwem pod adresem tych, którzy kładą podwaliny pod nowy gmach narodów.
Tych sześciu mężczyzn i ich rządy, partnerów w tworzeniu nowej Europy, która zmiecie ze sceny wojowniczy nacjonalizm, tylekroć dzielący starożytny obszar, ożywiała ta sama wiara. Oto otwierają przed swymi krajami szerokie horyzonty ekonomiczne i wyższe cele polityczne, o jakich nikt do tej pory nawet nie marzył: zebrali się tu, by podpisać Traktat Rzymski. Zamierzali powołać do życia Europejską Wspólnotę Gospodarczą.
W ich stolicach  ludzie mieli w pamięci tylko śmierć i zniszczenie. Zaledwie rok temu Sowieci potwierdzili swój ekspansjonizm, topiąc we krwi powstanie na Węgrzech. Każdego dnia sowieckie oddziały pancerne mogły runąć na Europę. Nikt się nie łudził, że USA z ich planem Marshalla wezmą na siebie na stałe ciężar budowania nowej Europy. Żaden rząd europejski nie chciał znaleźć się w żelaznym uścisku USA i ZSRR, których rywalizacja mogła się tylko pogłębić w nadchodzących dziesięcioleciach.
Jakby wdrażając się do zgodnego działania, ministrowie jeden po drugim podpisali się pod dokumentem jako twórcy EWG. Trzech reprezentantów narodów Beneluksu zrobiło to dlatego, że Belgia, Holandia i Luksemburg, kluczowe kraje nowej wspólnoty, wypróbowały już i uznały za słuszną, w każdym razie za dostatecznie słuszną, ideę nowej Europy. Minister reprezentujący Francję podpisał dokument w imieniu  kraju, który miał stać się  bijącym sercem nowej Europy, tak jak był zawsze sercem starej. Włoch - dlatego, że kraj ten był żywą duszą Europy. Niemiec Zachodnich dlatego, że świat wreszcie przestanie patrzeć z ukosa na ten kraj.
Tak tedy narodziła się Wspólnota Europejska. Były toasty na cześć geopolitycznych wizjonerów, dzięki którym ten dzień mógł się ziścić: Roberta Schumana i Jeana Monneta z Francji, Konrada Adenauera z Niemiec, Paula-Henriego Spaaka z Belgii. I wszyscy składali sobie gratulacje. Niedługo Dania, Irlandia i Anglia dostrzegą mądrość nowego przedsięwzięcia, a po nich - przy odrobinie ciepłej pomocy - przyłączą się Grecja, Portugalia i Hiszpania. Oczywiście pozostawał problem utrzymania Sowietów w ryzach. No i kwestia znalezienia nowego środka ciężkości. Lecz jedno nie ulegało wątpliwości: jeśli Europa miała przeżyć, EWG musiała stać się jej kołem napędowym.

A kiedy już odfajkowano podpisy, pieczęcie i toasty, przyszła pora na specyficznie rzymski ceremoniał i przywilej polityków: audiencję u ponad osiemdziesięcioletniego papieża w Pałacu Apostolskim na Wzgórzu Watykańskim.

Siedząc na tradycyjnym tronie papieskim, otoczony całą ceremonialną pompą, Jego Świątobliwość Pius XII przyjął sześciu ministrów i osoby towarzyszące z uśmiechem na twarzy. Powitanie było serdeczne, a wypowiedzi papieża krótkie. Cechowała go postawa dziedzicznego właściciela i rezydenta rozległych włości, udzielającego wskazówek nowo przybyłym i pragnącym się osiedlić w jego dziedzinach petentom.

czwartek, 8 grudnia 2016

Niepokalane Poczęcie N.M.Panny

Święte i niepokalane poczęcie Maryi.
Anna była pewna i wierzyła niezłomnie, iż Mesjasz bardzo musi być blisko i że ona wśród Jego ziemskich znajduje się krewnych. Błagała i dążyła zawsze do największej czystości, oświadczono jej też, że pocznie dziecię łaski. Pierworodną swą córkę, która pozostała w domu Eliuda, uznawała i kochała Anna jako swoje i Joachima dziecko; lecz czuła z pewnością, że to nie owa córka, która podług swej wewnętrznej pewności porodzić miała. Anna i Joachim, począwszy od urodzenia tego dziecka pierwszego, przez 19 lat i 5 miesięcy niepłodnymi pozostali. Żyli, usunąwszy się od świata, w wstrzemięźliwości, bezustannie się modląc i spełniając ofiary. Widziałam ich często rozdzielających swe trzody, lecz wszystko szybko znowu się pomnażało. Często Joachim daleko przy trzodach swoich, pogrążony w modlitwie do Boga, czas spędzał.
Smutek i tęsknota obu za obiecanym błogosławieństwem doszły do najwyższego stopnia. Niektórzy lżyli ich, mówiąc, że zły mi muszą być ludźmi, ponieważ żadnych nie otrzymują dzieci, i że ich u Eliuda pozostała córka jest dzieckiem przez Annę podsuniętym, inaczej by mieli ją u siebie. Gdy Joachim, przebywający u swych trzód, znowu celem złożenia ofiary do świątyni chciał się udać, posłała mu Anna rozmaite ptactwo, gołębie i inne przedmioty w koszach i klatkach przez sługi na pole. Joachim, wziąwszy dwa osły z pastwiska, obarczył je tym wszystkim, a prócz tego trzema białymi, małymi, żwawymi zwierzątkami o długich szyjach, jagniętami lub koziołkami, w zakratowanych koszykach. Niósł latarnię na kiju; wyglądała ona jak świeca w wydrążonej dyni. Widziałam go tak idącego na pięknym, zielonym polu, pomiędzy Betanią a Jerozolimą, gdzie Jezusa częściej widywałam, i nad wieczorem do świątyni przybywającego. Wprowadzili osły tam, gdzie je podczas ofiarowania Maryi wprowadzono, zaś ofiary swe wnieśli po schodach do świątyni. Gdy ofiary od nich odebrano, słudzy się oddalili; lecz Joachim wstąpił jeszcze do przedsionka, gdzie znajdowało się naczynie z wodą, i gdzie wszystkie dary obmywano. Potem długim gankiem przyszedł do przedsionka, po lewej stronie miejsca świętego, gdzie stał ołtarz całopalenia, stół z chlebami pokładnymi i siedmioramienny lichtarz stały. Było w tym przedsionku jeszcze kilku ofiary składających. Z Joachimem pewien kapłan, imieniem Ruben, obszedł się bardzo pogardliwie; nie przypuszczono go właściwie, lecz w haniebny zakratowany kąt go wepchnięto; także ofiar jego nie wystawiono tak jak innych, na miejscu widocznym, poza kratami, po prawej stronie przedsionka, lecz na stronę położono. Kapłani byli w miejscu, gdzie ołtarz całopalenia się znajdował, składano tam ofiarę całopalenia. Także lampy zapalono, paliły się też światła na siedmioramiennym świeczniku, lecz nie wszystkie siedem świec razem się paliły. Widziałam częściej, że przy rozmaitych sposobnościach oświetlano rozmaite ramiona świecznika.
Widziałam Joachima w wielkim utrapieniu świątynię znowu opuszczającego i z Jerozolimy przez Betanię w okolicę Macherus wędrującego, gdzie w pewnym domu Esseńczyków pociechy szukał. Tutaj, a dawniej też w domu Esseńczyków z Betlejem żył prorok Manahem, który, będąc dzieckiem, przepowiedział Herodowi królestwo i wielkie jego występki. Stamtąd udał się Joachim do najbardziej oddalonych trzód swoich w pobliże góry Hermon. Droga prowadziła przez pustynię Gaddi i Jordan. Hermon jest to długa, wąska góra, której strona od słońca już się zieleni i kwitnie, podczas gdy druga jest jeszcze śniegiem okryta. Joachim był tak zasmuconym i zawstydzonym, że wcale nie pozwolił Annie powiedzieć, gdzie przebywa; zaś zmartwienie Anny, gdy jej inni donieśli, czego zaznał, i gdy więcej nie wracał, było nie do opisania. Pięć miesięcy w ten sposób pozostał Joachim przy górze Hermon w ukryciu. Widziałam jego błagania i modlitwy; oglądając swe trzody i jagnięta, stawał się bardzo smutnym i z twarzą zakrytą rzucał się na ziemię. Słudzy pytali go, dlaczego jest tak zasmuconym; lecz nie wyjawił im, że o swojej niepłodności myślał. Także swe piękne trzody podzielił na trzy części, najpiękniejszą część posłał do świątyni, drugą dostali Esseńczycy, najmniejszą dla siebie zatrzymał.
Anna, wśród zmartwienia swego, musiała także wiele cierpieć od pewnej bezczelnej służebnicy, która jej w przykry sposób niepłodność jej zarzucała. Długo to znosiła, lecz ostatecznie ową dziewkę z domu wypędziła. Ta ją bowiem, prosiła, by jej pozwoliła pójść na pewną uroczystość, co podług surowych obyczajów Esseńczyków nie uchodziło. Gdy jej Anna tego odmówiła, robiła jej służebnica wyrzuty, że ponieważ jest tak surową i niesprawiedliwą, zasługuje na to, iż jest niepłodną i przez męża opuszczoną.
Wtedy Anna, obdarzywszy służebnicę darami, odesłała w towarzystwie dwóch sług jej rodzicom, by ją na powrót przyjęli w takim stanie, w jakim do niej była przyszła, gdyż jej odtąd dłużej zatrzymać nie może. Potem poszła zasmucona do swej komory i modliła się. Tego dnia wieczorem, zarzuciwszy długą chustę na głowę, okryła się nią zupełnie; wzięła następnie pod płaszcz zakryte światło i poszła pod wielkie drzewo w podwórzu, a zapaliwszy tutaj lampę, modliła się. Było to drzewo, którego gałęzie ponad murem w ziemię się wpuszczały; stąd znowu z ziemi wyrastały i znowu się spuszczały, tworząc w ten sposób na całej przestrzeni szereg altan. Liście tego drzewa są bardzo wielkie, i zdaje mi się, że są takie same, jakimi Adam i Ewa w raju się okryli. Całe to drzewo było rodzajem drzewa zakazanego. Owoce wiszą zwykle po pięć naokoło wierzchołka gałęzi, są groszkowate, wewnątrz mięsiste, o żyłkach koloru krwistego, a w środku mają miejsce puste, naokoło którego tkwią w mięsie ziarna. Owych wielkich liści używali żydzi mianowicie do szałasów, by nimi ściany przystroić, ponieważ, na sposób łusek ułożone, brzegami swymi bardzo wygodnie do siebie przypadały. Naokoło tego drzewa były altany z siedzeniami.